Polesie Wołyńskie * Волинське Полісся
ЛОТ "Пошук" uahistory Vesna
Blog > Komentarze do wpisu
Siostra Jadwiga Alojza Gano (1911-1943) (cz. 2)

http://www.sercanki.zakon.opoka.org.pl/SB.html

SIOSTRA  

JADWIGA   ALOJZA  

GANO   (1910-1943)


Męczenniczka za wiarę

Siostra Jadwiga Gano podjęła w Lubieszowie pracę misyjną, w obrządku bizantyjsko – słowiańskim. Ułatwiała Siostrom pracę misyjną w okolicznych wioskach. Uczyła je słowiańskiego języka. Cytuję: „Nasza Siostra Przełożona każdej niedzieli po parę godzin dawała nam lekcji języka słowiańskiego. Tłumaczyła nam znaczenie i nazwy szat liturgicznych, a także całą liturgię nam wykładała. Uczyła nas oficjum i modlitw” (Z Kroniki domu).
Spieszyła z pomocą Ojcom Kapucynom, w ich pracy misyjnej, którzy 14 km od Lubieszowa założyli filię misyjną w Uhryniczach. Władze sanacyjne w Polsce nie pozwoliły na wybudowanie cerkwi, ani domu dla Sióstr. U Pana Artiszuka wynajęto dom i duży pokój przeznaczono na Kaplicę, do której schodzili się unici. Pracowały tu dwie Siostry (S. Józefa Bolbot i S. Róża Kazimiera Kraciuk). Siostra Jawiga jako przełożona, była ceniona przez Siostry. Te treści zawiera „Kronika Domu w Lubieszowie i Uhryniczach”. Cytuję: „Siostra Przełożona przyjeżdżała do nas (do Uhrynicz) raz na miesiąc, udzielała nam posłuszeństwa i wskazówek do dalszego zakonnego życia. Każda z nas chodziła raz w miesiącu na odprawienie reperacji do Lubieszowa. Takie miałam zaufanie do Siostry Przełożonej, że w każdym miesiącu po reperacji prosiłam o przyjęcie mnie na sprawozdanie. Siostra Przełożona chętnie mnie wysłuchiwała i udzielała mi potrzebnych oraz bardzo pożytecznych wskazówek na dalsze wykonywanie obowiązków zakonnych. Kochałam Siostrę Przełożoną jak Matkę rodzoną, więc na każde wezwanie z przyjemnością biegłam do Lubieszowa”, pisała S. Różą Kraciuk.
Zaangażowanie w pracę misyjną Siostry Jadwigi Gano, obrazuje fragment listu Ojca Gwardiana z Lubieszowa do M. Elizy Gołębiowskiej: „Przełożona może być zmieniona, ale pod warunkiem, że będzie miała ten sam szacunek i zamiłowanie do naszego obrządku i naszej misji”.
Podziwiano u Niej pogodę ducha, spokój wewnętrzny i umiejętność zaradzenia w różnych okolicznościach życia. W 1935 roku, pożar zniszczył dach domu Sióstr w Lubieszowie. Cytuję z listu S. Jadwigi: „Jak sobie radzą Siostry po spaleniu. (...) Właśnie to nieszczęście zbliżyło nas jeszcze więcej do ludu. Mówił O. Cyryl, że Matuś jakby zazdrościła mi tego krzyżyka 14.XI, o nie daj Boże nigdy przeżyć podobnej chwili. Trudno opisać jak odruchowo, a jednocześnie z  bólem wynosiłam Pana, a potem błogosławiłam Nim dom. Nie Matuś tego opisać nigdy się nie da”.
Po spaleniu, Siostra Jadwiga odesłała Siostry do Pińska, a sama zajęła się odbudową. Towarzyszyły Jej głęboka wiara i ufność w Opatrzność Bożą. Wymownym świadectwem są słowa w jednym z Jej listów z 1936 roku. Pisała: „Codziennie gwałtujemy do naszych Opiekunów Niebieskich, szczególnie Opatrzności Bożej i św. Józefa”.
Siostra Jadwiga jako przełożona była zatroskana o dobro Sióstr „Tak bym chciała, by Siostry z Lubieszowa były naprawdę Siostrami dobrymi. (...) By się trzymały swoich modlitw, zaś by były na wspólnych Mszach św. w Kaplicy”, pisała w liście w 1935 r.
Starała się łączyć obie wspólnoty zapraszając na uroczystości do Lubieszowa. Cytuję: „6 stycznia t .j. w dzień wigilii Bożego Narodzenia, według kalendarza starego, na wezwanie Siostry Przełożonej (...) jedziemy do Lubieszowa. (...) Po przełamaniu się opłatkiem i prosforą z ojcem Kapucynem na czele, zasiedliśmy do wigilijnego stołu. Nie duże było nasze grono. Składało się z 9 Sióstr i 13-ga dzieci i Ojciec Kapucyn” (Kronika Domu w Lubieszowie i Uhryniczach).
„Staraniem Siostry Przełożonej stanęła w Lubieszowie murowana obora, a przy tym studnia została przeniesiona w lepsze miejsce. Cóż z tego, kiedy Siostry nie długo korzystały z tej obory, wojna wszystkiemu położyła kres” (Z kroniki domu).
Siostra Jadwiga Gano była osobą bardzo przystojną, ale zdrapała małą krostę w okolicy nosa, która przemieniła się w „wilka” i zeszpeciła Jej twarz. Nie pomogły leki, tę chorobę przyjmowała z pokorą serca, w duchu wiary. Cytuję: „Oszpecił mię Pan Bóg, abym się nie pyszniła swoją urodą”, zapisała.
W lipcu 1939 r., komisja rządowa z Kamienia Koszyrskiego zapieczętowała prywatną kaplicę z Przenajświętszym Sakramentem w Uhryniczach i tak trwało do końca sierpnia 1939 r. Bardzo niewdzięczna i niezrozumiana była misyjna praca Sióstr w Lubieszowie i Uhryniczach. „Była to siejba łzami, krwią zbroczona”, zapisała we wspomnieniach S. Róża- Kazimiera Kraciuk. 
Wybuch II wojny światowej sparaliżował pracę misyjną Sióstr w Lubieszowie i Sióstr w Uhryniczach. 1 września 1939 roku, S. Jadwiga udzieliła Siostrom posłuszeństwa, wypowiadając przy tym znamienne słowa: „Wybuchła wojna, w ciągu której popadniemy może nawet do długiej niewoli”. Dla Sióstr, przyszły bardzo ciężkie doświadczenia. Niemcy bombardowali Polesie. W połowie września, wkroczyły wojska radzieckie. Zaczęły się rewizje.
W 1940 r., Inspektorat Szkolny zatrudnił w Sierocińcu w Lubieszowie prawosławną kierowniczkę z Kamienia Koszyrskiego. Początkowo Siostry żywiły nadzieję, że powrócą jeszcze do pracy w charyzmacie Zgromadzenia.
W „Kronice Domu w Lubieszowie i Uhryniczach”, widnieją słowa: „Przed jej przyjazdem władze miejscowe zawiadomiły Siostrę Przełożoną, że wszystko będzie spisane jako podlegające pod Państwo. (...) Siostra Przełożona rozesłała Siostry do rodzinnych domów. Została Siostra Andrzeja Ossakowska. Zaczęło się nowe życie. W pierwszym, rzędzie Kaplicę zlikwidowano. (...) Dziećmi zajęła się ta kierowniczka i już nie miały obowiązku słuchać Sióstr. (...) Siostrze Przełożonej i Siostrze Andrzei ciężko było to przeżyć, patrząc jak krwawą pracą nabyte rzeczy, ktoś sobie przywłaszcza i tym wszystkim rozporządza”.
Siostra Jadwiga Gano i Siostra Andrzeja Ossakowska wykonywały jedynie w Sierocińcu prace służebne i zlecone przez kierowniczkę: sprzątanie, bielenie domu, generalne pranie, przygotowanie zapasów: wyrób wędlin, czy wypiek chleba.
W połowie stycznia 1941 r., Siostry musiały definitywnie opuścić dom. Zlikwidowano Kaplicę. Zabrano cały majątek. S. Jadwiga przewidując rozproszenie, zaopatrzyła Siostry w ciepłą odzież. Sama nie opuściła Lubieszowa. W niedługim czasie dzieci z Sierocińca, zostały rozesłane po rodzinach, a dom Sióstr zajął „wojenny komitet”.
Siostra Jadwiga rugowana całkowicie z pracy wychowawczej i z domu, zamieszkała w wynajętym pokoju wraz z Siostrą Andrzeją Ossakowską, która pozostała, by towarzyszyć Siostrze Przełożonej. Po pewnym czasie obie Siostry podjęły pracę w szpitalu. Kilkakrotnie zmieniały miejsce zamieszkania.
Po wkroczeniu do Lubieszowa wojsk niemieckich, Siostra Jadwiga i Andrzeja wróciły do swego domu. Praca misyjna ustała prawie zupełnie. Coraz częściej dochodziło do zamieszek między ludnością polską, a ukraińską. Dla S. Jadwigi zbliżał się czas, wypełnienia ofiary z życia. Jeszcze w 1932 roku w liście do M. Izabelli Moller pisała: „Matuś, czy ja Go ukocham tak, jak tego On pragnie? Czy zdołam wynagrodzić tę sromotę Krzyżową? Czy dojdę z Jezusem, aż do Kalwarii i pozostanę z Nim w grobie do śmierci?”.
Spełniły się Jej pragnienia okazania wielkiej miłości Jezusowi i dojścia z Nim, aż na Kalwarię. Przyszedł decydujący moment. W 1943 roku, przyszli do Lubieszowa Ukraińcy i przy pomocy Niemców chcieli stworzyć niepodległą Ukrainę. Ojców Kapucynów rozpędzili, Kościół zamienili na magazyn zbożowy, a klasztor na sąd i szkołę. Mordowali Polaków, a nawet palili ich żywcem, czego doświadczył Lubieszów pamiętnego dnia 15 kwietnia 1943 roku. Wówczas prawosławne duchowieństwo Lubieszowa chciało nawrócić unitów. Zamieszki religijne sprawiły, że Siostra Jadwiga Gano otrzymała do wyboru zaparcie się religii katolickiej i przyjęcie prawosławia albo śmierć. Wybrała to drugie – męczeńską śmierć za wiarę katolicką.
Dnia 15 kwietnia 1943 roku, w  drewnianym baraku zgromadzono ok. 150 unitów. W tym też gronie była Siostra Jadwiga Gano wraz z Siostrą Andrzeją Ossakowską. Prawosławni popi z ludnością miejscową przyszli z Krzyżem i chorągwiami. Wówczas proponowano nawrócenie się na prawosławie i przyjęcie go przez publiczne wyrzeczenie się wiary katolickiej. Tym też zapewniano uwolnienie i darowanie życia. Trwającym w wierze katolickiej i w unii grożono spaleniem. Kilkanaście osób wyszło zdradzając wiarę. Siostra Jadwiga uspokajając internowanych ludzi, do ostatniej chwili podtrzymywała na duchu i zachęcała do wytrwania w wierze katolickiej i ofiarowania życia Bogu przez Maryję. Budynek został obłożony słomą i podpalony. Wówczas słychać było: modlitwy, śpiew „Te Deum” i pieśni religijne.
O Anioł Dąbrowski, Kapucyn, który pracował w obrządku wschodnim poza Lubieszowem, tak opisał to zdarzenie, na podstawie zeznań naocznego świadka: „W Lubieszowie Ukraińcy zebrali wszystkich Polaków miejscowych i dwie nasze Siostry, S. Gano i S. Andrzeję. Podpalili ich żywcem. Powstał krzyk rozpaczy. I tu Siostry bohaterki uspokajały wszystkich, wzywając, by swoje męczeńskie życie ochotnie oddali Bogu przez Maryję. Zaśpiewały przez łzy, «Serdeczna Matko» i «Święty Boże». Obie Siostry uspokajały towarzyszy męczeństwa i śpiewały pieśni religijne wśród straszliwych płomieni ognia. Między tymi męczennikami był chłopiec 14-sto letni z kolonii Horomeczko pod Lubieszowem, który wyskoczył ze strychu palącego się domu i uciekł. Od niego pochodzą szczegóły o dokonanym mordzie i poniesionym przez Polaków męczeństwie”.
S. Jadwiga Gano, zmarła śmiercią męczeńską, dn. 15.04.1943 roku, w wieku 33 lat. Spalona żywcem w Lubieszowie, stała się prawdziwą męczennicą. Jej męczeńska śmierć była wyrazem wielkiej miłości do Chrystusa. Głęboka wiara i ufność do Jezusa i Maryi, przejawiała się u Niej na co dzień. Fragment listu z 1932 roku, świadczy jak bardzo Jezus kształtował Jej życie i był Jej jedyną wartością. Oto jego treść: „To jest moja jedyna pociecha, Jezus wie jaką jestem, wie do czego dążę i gdy gniewać się będzie, odwróci się od tej nicości, to co się z nią stanie? ... A więc Jezus musi pilnować, musi prowadzić, bo wie, że bez Niego dusza moja nie może Go kochać i wielbić. Tak Matuś, jestem szczęśliwa swoją nicością i właśnie upadkami kocham Jezusa i Maryję nad życie”.
Miłość do Jezusa Eucharystycznego, przepełniała Jej serce, streszczona choćby w tym krótkim zdaniu. Cytuję: „Modlę się stale codziennie, a rano spotykamy się u stop Tabernakulum czyli Jezusa” (List z 05.10.1932 r.). Zachowane, krótkie myśli świadczą jak Jezus prowadził, umacniał i przygotowywał Siostrę Jadwigę do wytrwania w godzinie próby. Pisała: „Choć fizycznie jestem jak połamana, lecz moralnie Jezus łaską swoją trzyma przy sobie” (List 1932 r.).
Siostra Jadwiga umiała też cieszyć się radością innych, wymownym świadectwem są słowa z Jej listu, z 1932 roku. Cytuję: „Przy sposobności proszę przesłać Siostrze Gierardzie moją radość z powodu jej radości i że się modlę”.
Jak bardzo ceniła swoje zakonne powołanie i Zgromadzenie dowodzi fragment Jej listu pisany w Łomży w 1932 roku. Oto jego treść: „Zbliża się 8 grudnia, dzień w którym Matuchna przyjęła mnie już oficjalnie do naszego kochanego Zgromadzenia, ten dzień chcę spędzić w ciszy na reperacji, by podziękować Bogu za łaskę powołania i wytrwanie w nim do śmierci”.
Siostra Jadwiga pozostała wierną służebnicą Pana, aż po ofiarę z życia. Zdawała sobie sprawę, że życie jest usłane cierpieniem. Krzyż uważała za dar od Jezusa. W 1932 roku, w liście do Matki Izabeli Moller pisała: „Kogo Jezus kocha, temu krzyże zsyła, lecz nie są to krzyże, lecz klejnoty drogocenne, które ocenimy dopiero w przyszłym życiu. (...) Pomimo niedomagania, coraz to gorszego, fizycznego dziwne uczucie radości i szczęścia ogarnia duszę, że jestem Jego niepodzielną własnością i że mogę nawet cierpieć dla Niego. (...) Szczęście to kryje się gdzieś w głębi, o którym się nie mówi, lecz tylko się odczuwa. Szczęśliwa jestem, tak Matuś szczęśliwa, że jestem w Zgromadzeniu i że tyle już przeszłam, a może jeszcze więcej Jezus karze znieść i wierzę, że zniosę, bo Jezus chce tego i zniesie ze mną razem, choć natura będzie się szamotać i wyrywać, a bunt trwać będzie aż do śmierci”.

S. Teresa Jakoniuk

czwartek, 13 kwietnia 2006, kovaliv

Polecane wpisy

  • Litewscy pielgrzymi odwiedzili Lubieszów

    LITEWSCY PIELGRZYMI ODWIEDZILI LUBIESZÓW PÓŁROCZNA PIELGRZYMKA Dnia 3 czerwca 2006 roku mieszkańcy i parafianie Lubieszowa witali pielgrzymów z Litwy. Ta piesza

  • Z ks. Janem Ziają i Św. Matką Ledóchowską na Polesiu

    Z KS. JANEM ZIEJĄ I ŚW. MATKĄ LEDÓCHOWSKĄ NA POLESIU Serdecznie dzięki S. Janinie Sabat USJK za artykuł nt. św. Urszuli Ledóchowskiej i ks. Jana Zieji. Urodziłe

  • Ewangeliczna współpraca

    http://www.niedziela.pl/artykul.php?id=114164442400001001002 Ewangeliczna współpraca Św. Urszula Ledóchowska i ks. Jan Zieja S. Janina Sabat USJK Wysłuchaj art