Polesie Wołyńskie * Волинське Полісся
ЛОТ "Пошук" uahistory Vesna
RSS
poniedziałek, 17 lipca 2006
Litewscy pielgrzymi odwiedzili Lubieszów

LITEWSCY   PIELGRZYMI

ODWIEDZILI   LUBIESZÓW

PÓŁROCZNA   PIELGRZYMKA

Dnia 3 czerwca 2006 roku mieszkańcy i parafianie Lubieszowa witali pielgrzymów z Litwy. Ta piesza wędrówka pielgrzymów z Krzyżem od Góry Krzyży, która znajduje się pod miasteczkiem Šiluva (Szydłów) na Litwie, do Góry Golgota w Jerozolimie, poświęcona jest uproszeniu Bożego Miłosierdziu dla siebie i całego świata. Podczas całej drogi pielgrzymi modlili się o odpuszczenie grzechów, o pojednanie chrześcijan i o pokój na całym świecie. Modląc się z Matką Bożą Bolesną, w myślach i duszach powtarzając drogę Jezusa Chrystusa na Golgotę, rozmyślali nad jego zbawczym cierpieniem.
Dnia 5 maja 2006 roku z Góry Krzyży (Litwa) kilkadziesiąt ludzi z różnych zakątków Litwy zebrało się i wyruszyło w półroczną drogę, która ma się zakończyć 2 października 2006 roku. Ich szlak przechodzi przez ziemie Białorusi, Ukrainy, Węgier, Austrii, Włoch i  Izraela.
W Europie jest 40 dróg Matki Bożej Bolesnej. Jedna z nich przechodzi przez nasze ziemie i została wybrana przez pielgrzymów. Cała odległość jaką pokonają pielgrzymi wyniesie 4400 km. Dzienny etap stanowi ok. 25-30 km. Podczas całej drogi pielgrzymi niosą Krzyż Ukrzyżowania Jezusa Chrystusa o wadze 60 kg. Towarzyszą im dwie figurki. Jedna – Serce Jezusa, druga – Rosa Mistyca. W kolumnie niesione są trzy flagi: Watykanu, państwa przez które aktualnie przechodzą pielgrzymi i Litwy.
Dnia 3 czerwca pątnicy przybyli do Lubieszowa. Z pielgrzymami przyszli spotkać się parafianie z kościoła pw. Świętych Cyryla i Metodego, miejscowi mieszkańcy, proboszcz kościoła lubieszowskiego ks. Andrzej Kwiczala. Przyjechał także na spotkanie Jego Ekscelencja Ks. Biskup Marcjan Trofimiak. Po Mszy św. w kościele pielgrzymi udali się do domów miejscowych mieszkańców na krótki odpoczynek.
W niedzielę 4 czerwca o godz. 8.00 odbyła się Msza św. którą odprawili ks. Andrzej Kwiczala i ks. Kazimiras Abressa z Litwy.
Pół roku w modlitwach i dziękczynieniu Bogu oraz pokucie ci ludzie będą nieść Krzyż jako ofiarę za swoje rodziny, za swój kraj, za wszystkie państwa przez które będzie iść ta rodzina Krzyża, za Europę, za inne kontynenty, za wszystkich cierpiących, zagubionych, zastraszonych, za wszystkich grzeszników.
Na Górze Golgoty będą prosić Boga o przebaczenie:
– za zbezczeszczenie Najświętszego Sakramentu Eucharystii, za brak szacunku dla Trójcy Świętej, dla Najświętszej Maryi Panny i całego Kościoła Świętego; 
– za brak szacunku i okrucieństwo względem bliźniego;
– za rodziny i niewierność małżeńską;
– za nienarodzone życia;
– za szkodliwe nałogi i uzależnienia.
Przez to wszystko chcą zbliżać się do świętości, uczyć się dziękować, cierpieć, przebaczać, radować się, przygotowywać się do wykonywania woli Bożej, wielbić Pana Boga całym swoim życiem. O godz. 10.00 pielgrzymi opuścili Lubieszów. Życzymy im szczęśliwej drogi.

Wiktor Chomicz

P.S.
Miałem szczęście nieść Krzyż od kościoła w Lubieszowie aż poza miasto – ponad 3 km. Przez kilka dni odczuwałem jakieś niezrozumiałe duchowe uniesienie, rozumiejąc że stałem się uczestnikiem wydarzenia, które zdarza się raz w życiu. Krzyż ten, który trzymałem w swoich rękach dojdzie do Świętego Miejsca – Góry Golgoty.

Z ukraińskiego przełożyła
Łucja Zalewska

[„Wołanie z Wołynia” nr 3 (70) z maja-czerwca 2006 r., s. 7-8.]

[Tekst znajduje się także na stronie:
“Dziennik pisany nad Horyniem”
http://ostrog.blox.pl/html]

08:51, kovaliv
Link Dodaj komentarz »
piątek, 21 kwietnia 2006
Krajoznawca Polesia

http://brama.bereza.by.ru/nomer19-20/artic20.shtml

Krajoznawca Polesia

Fiodor Stawrowicz

Краевед Полесья

Фёдор Васильевич Ставрович родился около 1835 года, по-видимому, на Дрогичинщине, которой посвятил большинство своих краеведческих работ. Он закончил Киевскую духовную академию, но священником не стал, выбрав педагогическую стезю. К сожалению, нам неизвестно, где и кем служил Ставрович с 1857 по 1870 год. В 1871 году мы видим его в должности инспектора дирекции народных училищ Гродненской губернии. Будучи инспектором, Ставрович объездил всё Полесье. Он исследовал его и печатал краеведческие очерки в различных периодических изданиях. Известно, что в 1871 году краевед работал инспектором дирекции народных училищ Гродненской губернии. Можно только предположить, что его продвижение по служебной лестнице было последовательным и достаточно быстрым, так как в 1872 году он уже становится директором Молодеченской учительской семинарии, которая была создана в 1864 году сразу после подавления восстания для русификации нашего края.

Семинария являлась тогда одним из главных оплотов идеологии западнорусизма, созданной профессором Петербургской духовной академии Михаилом Кояловичем. Название "западнорусизм" не совсем точно и полно отражает суть этой идеологии, которая, несмотря на русское содержание, имела белорусские формы. Как ни парадоксально, но в западнорусизме были и положительные моменты, поскольку он подготавливал почву для возникновения белорусской национальной идеи. К сожалению, этот вопрос практически не исследовался. Стоит отметить, что западнорусисты своей деятельностью привлекали интерес к белорусской истории и культуре. Они популяризировали само название нашего края "Белоруссия", не дали его забыть. Хотя это, на наш взгляд, несло в себе и отрицательный момент: вытеснило более исторически правильное и приемлемое название "Литва".

Видным представителем западнорусизма был и Фёдор Ставрович, который в 60-е годы XIX века усиленно изучал Дрогичинщину, помогал известному русскому писателю-этнографу Сергею Максимову изучать яновских лабуров (собирателей денег на строительство храмов). Результатом его исследовательской и популяризаторской деятельности стала книга "Опыт исторических и этнографических исследований о Северо-Западном крае", вышедшая в 1870 году в Вильно.

В дальнейшем его краеведческая деятельность приостановилась, наверно, мешала высокая должность: с 1885 года действительный статский советник Ставрович работал директором народных училищ Виленского учебного округа. В этой должности он проработал до конца XIX века. Дальнейшая судьба полесского краеведа нам неизвестна.

Александр Ильин

[«Гістарычная брама». 2002. – № 1-2 (19-20)]

10:50, kovaliv
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 13 kwietnia 2006
Siostra Jadwiga Alojza Gano (1911-1943) (cz. 2)

http://www.sercanki.zakon.opoka.org.pl/SB.html

SIOSTRA  

JADWIGA   ALOJZA  

GANO   (1910-1943)


Męczenniczka za wiarę

Siostra Jadwiga Gano podjęła w Lubieszowie pracę misyjną, w obrządku bizantyjsko – słowiańskim. Ułatwiała Siostrom pracę misyjną w okolicznych wioskach. Uczyła je słowiańskiego języka. Cytuję: „Nasza Siostra Przełożona każdej niedzieli po parę godzin dawała nam lekcji języka słowiańskiego. Tłumaczyła nam znaczenie i nazwy szat liturgicznych, a także całą liturgię nam wykładała. Uczyła nas oficjum i modlitw” (Z Kroniki domu).
Spieszyła z pomocą Ojcom Kapucynom, w ich pracy misyjnej, którzy 14 km od Lubieszowa założyli filię misyjną w Uhryniczach. Władze sanacyjne w Polsce nie pozwoliły na wybudowanie cerkwi, ani domu dla Sióstr. U Pana Artiszuka wynajęto dom i duży pokój przeznaczono na Kaplicę, do której schodzili się unici. Pracowały tu dwie Siostry (S. Józefa Bolbot i S. Róża Kazimiera Kraciuk). Siostra Jawiga jako przełożona, była ceniona przez Siostry. Te treści zawiera „Kronika Domu w Lubieszowie i Uhryniczach”. Cytuję: „Siostra Przełożona przyjeżdżała do nas (do Uhrynicz) raz na miesiąc, udzielała nam posłuszeństwa i wskazówek do dalszego zakonnego życia. Każda z nas chodziła raz w miesiącu na odprawienie reperacji do Lubieszowa. Takie miałam zaufanie do Siostry Przełożonej, że w każdym miesiącu po reperacji prosiłam o przyjęcie mnie na sprawozdanie. Siostra Przełożona chętnie mnie wysłuchiwała i udzielała mi potrzebnych oraz bardzo pożytecznych wskazówek na dalsze wykonywanie obowiązków zakonnych. Kochałam Siostrę Przełożoną jak Matkę rodzoną, więc na każde wezwanie z przyjemnością biegłam do Lubieszowa”, pisała S. Różą Kraciuk.
Zaangażowanie w pracę misyjną Siostry Jadwigi Gano, obrazuje fragment listu Ojca Gwardiana z Lubieszowa do M. Elizy Gołębiowskiej: „Przełożona może być zmieniona, ale pod warunkiem, że będzie miała ten sam szacunek i zamiłowanie do naszego obrządku i naszej misji”.
Podziwiano u Niej pogodę ducha, spokój wewnętrzny i umiejętność zaradzenia w różnych okolicznościach życia. W 1935 roku, pożar zniszczył dach domu Sióstr w Lubieszowie. Cytuję z listu S. Jadwigi: „Jak sobie radzą Siostry po spaleniu. (...) Właśnie to nieszczęście zbliżyło nas jeszcze więcej do ludu. Mówił O. Cyryl, że Matuś jakby zazdrościła mi tego krzyżyka 14.XI, o nie daj Boże nigdy przeżyć podobnej chwili. Trudno opisać jak odruchowo, a jednocześnie z  bólem wynosiłam Pana, a potem błogosławiłam Nim dom. Nie Matuś tego opisać nigdy się nie da”.
Po spaleniu, Siostra Jadwiga odesłała Siostry do Pińska, a sama zajęła się odbudową. Towarzyszyły Jej głęboka wiara i ufność w Opatrzność Bożą. Wymownym świadectwem są słowa w jednym z Jej listów z 1936 roku. Pisała: „Codziennie gwałtujemy do naszych Opiekunów Niebieskich, szczególnie Opatrzności Bożej i św. Józefa”.
Siostra Jadwiga jako przełożona była zatroskana o dobro Sióstr „Tak bym chciała, by Siostry z Lubieszowa były naprawdę Siostrami dobrymi. (...) By się trzymały swoich modlitw, zaś by były na wspólnych Mszach św. w Kaplicy”, pisała w liście w 1935 r.
Starała się łączyć obie wspólnoty zapraszając na uroczystości do Lubieszowa. Cytuję: „6 stycznia t .j. w dzień wigilii Bożego Narodzenia, według kalendarza starego, na wezwanie Siostry Przełożonej (...) jedziemy do Lubieszowa. (...) Po przełamaniu się opłatkiem i prosforą z ojcem Kapucynem na czele, zasiedliśmy do wigilijnego stołu. Nie duże było nasze grono. Składało się z 9 Sióstr i 13-ga dzieci i Ojciec Kapucyn” (Kronika Domu w Lubieszowie i Uhryniczach).
„Staraniem Siostry Przełożonej stanęła w Lubieszowie murowana obora, a przy tym studnia została przeniesiona w lepsze miejsce. Cóż z tego, kiedy Siostry nie długo korzystały z tej obory, wojna wszystkiemu położyła kres” (Z kroniki domu).
Siostra Jadwiga Gano była osobą bardzo przystojną, ale zdrapała małą krostę w okolicy nosa, która przemieniła się w „wilka” i zeszpeciła Jej twarz. Nie pomogły leki, tę chorobę przyjmowała z pokorą serca, w duchu wiary. Cytuję: „Oszpecił mię Pan Bóg, abym się nie pyszniła swoją urodą”, zapisała.
W lipcu 1939 r., komisja rządowa z Kamienia Koszyrskiego zapieczętowała prywatną kaplicę z Przenajświętszym Sakramentem w Uhryniczach i tak trwało do końca sierpnia 1939 r. Bardzo niewdzięczna i niezrozumiana była misyjna praca Sióstr w Lubieszowie i Uhryniczach. „Była to siejba łzami, krwią zbroczona”, zapisała we wspomnieniach S. Róża- Kazimiera Kraciuk. 
Wybuch II wojny światowej sparaliżował pracę misyjną Sióstr w Lubieszowie i Sióstr w Uhryniczach. 1 września 1939 roku, S. Jadwiga udzieliła Siostrom posłuszeństwa, wypowiadając przy tym znamienne słowa: „Wybuchła wojna, w ciągu której popadniemy może nawet do długiej niewoli”. Dla Sióstr, przyszły bardzo ciężkie doświadczenia. Niemcy bombardowali Polesie. W połowie września, wkroczyły wojska radzieckie. Zaczęły się rewizje.
W 1940 r., Inspektorat Szkolny zatrudnił w Sierocińcu w Lubieszowie prawosławną kierowniczkę z Kamienia Koszyrskiego. Początkowo Siostry żywiły nadzieję, że powrócą jeszcze do pracy w charyzmacie Zgromadzenia.
W „Kronice Domu w Lubieszowie i Uhryniczach”, widnieją słowa: „Przed jej przyjazdem władze miejscowe zawiadomiły Siostrę Przełożoną, że wszystko będzie spisane jako podlegające pod Państwo. (...) Siostra Przełożona rozesłała Siostry do rodzinnych domów. Została Siostra Andrzeja Ossakowska. Zaczęło się nowe życie. W pierwszym, rzędzie Kaplicę zlikwidowano. (...) Dziećmi zajęła się ta kierowniczka i już nie miały obowiązku słuchać Sióstr. (...) Siostrze Przełożonej i Siostrze Andrzei ciężko było to przeżyć, patrząc jak krwawą pracą nabyte rzeczy, ktoś sobie przywłaszcza i tym wszystkim rozporządza”.
Siostra Jadwiga Gano i Siostra Andrzeja Ossakowska wykonywały jedynie w Sierocińcu prace służebne i zlecone przez kierowniczkę: sprzątanie, bielenie domu, generalne pranie, przygotowanie zapasów: wyrób wędlin, czy wypiek chleba.
W połowie stycznia 1941 r., Siostry musiały definitywnie opuścić dom. Zlikwidowano Kaplicę. Zabrano cały majątek. S. Jadwiga przewidując rozproszenie, zaopatrzyła Siostry w ciepłą odzież. Sama nie opuściła Lubieszowa. W niedługim czasie dzieci z Sierocińca, zostały rozesłane po rodzinach, a dom Sióstr zajął „wojenny komitet”.
Siostra Jadwiga rugowana całkowicie z pracy wychowawczej i z domu, zamieszkała w wynajętym pokoju wraz z Siostrą Andrzeją Ossakowską, która pozostała, by towarzyszyć Siostrze Przełożonej. Po pewnym czasie obie Siostry podjęły pracę w szpitalu. Kilkakrotnie zmieniały miejsce zamieszkania.
Po wkroczeniu do Lubieszowa wojsk niemieckich, Siostra Jadwiga i Andrzeja wróciły do swego domu. Praca misyjna ustała prawie zupełnie. Coraz częściej dochodziło do zamieszek między ludnością polską, a ukraińską. Dla S. Jadwigi zbliżał się czas, wypełnienia ofiary z życia. Jeszcze w 1932 roku w liście do M. Izabelli Moller pisała: „Matuś, czy ja Go ukocham tak, jak tego On pragnie? Czy zdołam wynagrodzić tę sromotę Krzyżową? Czy dojdę z Jezusem, aż do Kalwarii i pozostanę z Nim w grobie do śmierci?”.
Spełniły się Jej pragnienia okazania wielkiej miłości Jezusowi i dojścia z Nim, aż na Kalwarię. Przyszedł decydujący moment. W 1943 roku, przyszli do Lubieszowa Ukraińcy i przy pomocy Niemców chcieli stworzyć niepodległą Ukrainę. Ojców Kapucynów rozpędzili, Kościół zamienili na magazyn zbożowy, a klasztor na sąd i szkołę. Mordowali Polaków, a nawet palili ich żywcem, czego doświadczył Lubieszów pamiętnego dnia 15 kwietnia 1943 roku. Wówczas prawosławne duchowieństwo Lubieszowa chciało nawrócić unitów. Zamieszki religijne sprawiły, że Siostra Jadwiga Gano otrzymała do wyboru zaparcie się religii katolickiej i przyjęcie prawosławia albo śmierć. Wybrała to drugie – męczeńską śmierć za wiarę katolicką.
Dnia 15 kwietnia 1943 roku, w  drewnianym baraku zgromadzono ok. 150 unitów. W tym też gronie była Siostra Jadwiga Gano wraz z Siostrą Andrzeją Ossakowską. Prawosławni popi z ludnością miejscową przyszli z Krzyżem i chorągwiami. Wówczas proponowano nawrócenie się na prawosławie i przyjęcie go przez publiczne wyrzeczenie się wiary katolickiej. Tym też zapewniano uwolnienie i darowanie życia. Trwającym w wierze katolickiej i w unii grożono spaleniem. Kilkanaście osób wyszło zdradzając wiarę. Siostra Jadwiga uspokajając internowanych ludzi, do ostatniej chwili podtrzymywała na duchu i zachęcała do wytrwania w wierze katolickiej i ofiarowania życia Bogu przez Maryję. Budynek został obłożony słomą i podpalony. Wówczas słychać było: modlitwy, śpiew „Te Deum” i pieśni religijne.
O Anioł Dąbrowski, Kapucyn, który pracował w obrządku wschodnim poza Lubieszowem, tak opisał to zdarzenie, na podstawie zeznań naocznego świadka: „W Lubieszowie Ukraińcy zebrali wszystkich Polaków miejscowych i dwie nasze Siostry, S. Gano i S. Andrzeję. Podpalili ich żywcem. Powstał krzyk rozpaczy. I tu Siostry bohaterki uspokajały wszystkich, wzywając, by swoje męczeńskie życie ochotnie oddali Bogu przez Maryję. Zaśpiewały przez łzy, «Serdeczna Matko» i «Święty Boże». Obie Siostry uspokajały towarzyszy męczeństwa i śpiewały pieśni religijne wśród straszliwych płomieni ognia. Między tymi męczennikami był chłopiec 14-sto letni z kolonii Horomeczko pod Lubieszowem, który wyskoczył ze strychu palącego się domu i uciekł. Od niego pochodzą szczegóły o dokonanym mordzie i poniesionym przez Polaków męczeństwie”.
S. Jadwiga Gano, zmarła śmiercią męczeńską, dn. 15.04.1943 roku, w wieku 33 lat. Spalona żywcem w Lubieszowie, stała się prawdziwą męczennicą. Jej męczeńska śmierć była wyrazem wielkiej miłości do Chrystusa. Głęboka wiara i ufność do Jezusa i Maryi, przejawiała się u Niej na co dzień. Fragment listu z 1932 roku, świadczy jak bardzo Jezus kształtował Jej życie i był Jej jedyną wartością. Oto jego treść: „To jest moja jedyna pociecha, Jezus wie jaką jestem, wie do czego dążę i gdy gniewać się będzie, odwróci się od tej nicości, to co się z nią stanie? ... A więc Jezus musi pilnować, musi prowadzić, bo wie, że bez Niego dusza moja nie może Go kochać i wielbić. Tak Matuś, jestem szczęśliwa swoją nicością i właśnie upadkami kocham Jezusa i Maryję nad życie”.
Miłość do Jezusa Eucharystycznego, przepełniała Jej serce, streszczona choćby w tym krótkim zdaniu. Cytuję: „Modlę się stale codziennie, a rano spotykamy się u stop Tabernakulum czyli Jezusa” (List z 05.10.1932 r.). Zachowane, krótkie myśli świadczą jak Jezus prowadził, umacniał i przygotowywał Siostrę Jadwigę do wytrwania w godzinie próby. Pisała: „Choć fizycznie jestem jak połamana, lecz moralnie Jezus łaską swoją trzyma przy sobie” (List 1932 r.).
Siostra Jadwiga umiała też cieszyć się radością innych, wymownym świadectwem są słowa z Jej listu, z 1932 roku. Cytuję: „Przy sposobności proszę przesłać Siostrze Gierardzie moją radość z powodu jej radości i że się modlę”.
Jak bardzo ceniła swoje zakonne powołanie i Zgromadzenie dowodzi fragment Jej listu pisany w Łomży w 1932 roku. Oto jego treść: „Zbliża się 8 grudnia, dzień w którym Matuchna przyjęła mnie już oficjalnie do naszego kochanego Zgromadzenia, ten dzień chcę spędzić w ciszy na reperacji, by podziękować Bogu za łaskę powołania i wytrwanie w nim do śmierci”.
Siostra Jadwiga pozostała wierną służebnicą Pana, aż po ofiarę z życia. Zdawała sobie sprawę, że życie jest usłane cierpieniem. Krzyż uważała za dar od Jezusa. W 1932 roku, w liście do Matki Izabeli Moller pisała: „Kogo Jezus kocha, temu krzyże zsyła, lecz nie są to krzyże, lecz klejnoty drogocenne, które ocenimy dopiero w przyszłym życiu. (...) Pomimo niedomagania, coraz to gorszego, fizycznego dziwne uczucie radości i szczęścia ogarnia duszę, że jestem Jego niepodzielną własnością i że mogę nawet cierpieć dla Niego. (...) Szczęście to kryje się gdzieś w głębi, o którym się nie mówi, lecz tylko się odczuwa. Szczęśliwa jestem, tak Matuś szczęśliwa, że jestem w Zgromadzeniu i że tyle już przeszłam, a może jeszcze więcej Jezus karze znieść i wierzę, że zniosę, bo Jezus chce tego i zniesie ze mną razem, choć natura będzie się szamotać i wyrywać, a bunt trwać będzie aż do śmierci”.

S. Teresa Jakoniuk

09:07, kovaliv
Link Dodaj komentarz »
Siostra Jadwiga Alojza Gano (1911-1943) (cz. 1)

http://www.sercanki.zakon.opoka.org.pl/SB.html

SIOSTRA  

JADWIGA   ALOJZA  

GANO   (1910-1943)


Męczenniczka za wiarę

Urodziła się w Moskwie, dnia 10 października 1910 roku, jako córka Ludwika i Jadwigi z domu Rajner.
Polska, katolicka rodzina Ganów, podzieliła los wielu Polaków, zesłanych w syberyjskie łagry. Ojciec jako urzędnik państwowy został zesłany na Syberię. Rodzice Jadwigi i starszy brat Władysław, dotarli do Sludzianki nad Bajkałem. Ojciec podjął pracę na kolei. Był maszynistą pociągów pospiesznych. Matka zajmowała się domem.
Na Syberię już w 1908 roku, na prośbę Ojca Honorata przybyły Siostry Sercanki. W Irkucku, zwanym „perłą Syberii”, prowadziły Zakład Wychowawczy dla Sierot. W gronie wychowanek była Jadwiga Gano. Mieszkała w Internacie i uczęszczała do Gimnazjum. Zdobyła średnie wykształcenie, tzw. „dużą maturę”.
Jadwiga odznaczała się inteligencją i pobożnością. Zdawała sobie sprawę z sytuacji rodziców, którzy zmuszeni byli żyć na Syberii. Mimo sprzeciwu ojca w 1921 roku, wstąpiła w Irkucku do Zgromadzenia. Tam odbywała postulat, pracując w Sierocińcu jako wychowawczyni. W rok później przyjechała z Siostrami do Polski.
W Nowym Mieście, została przyjęta do nowicjatu i otrzymała zakonne imię Alojza. Po rocznej formacji w nowicjacie, dnia 04 lipca 1924 roku, złożyła Profesję zakonną, a w 1928 roku, śluby wieczyste.
Jako młoda profeska, przez 2 lata była wychowawczynią, w Szkole Podstawowej przy ul. Czerniakowskiej, w Warszawie. Wówczas zdobyła Dyplom wychowawczyni, firmowany przez Ministerstwo Pracy i Opieki Społecznej. Przez co uzyskała pełne uprawnienia do pracy pedagogicznej. Kontynuowała ją, jako wychowawczyni w Sierocińcu w Swisłoczy i w Siedlcach.
W 1932 roku, pracowała w księgarni w Łomży, o czym świadczy fragment Jej listu do M. Izabeli Moller. Cytuję: „W sklepie pracy teraz niedużo. Mogę więcej zajmować się ręczną robotą”.
Tegoż roku, odpowiadając na apel holenderskiego Kapucyna O. Cyryla Gondulfa Fermonta i Przełożonej Generalnej Zgromadzenia Matki Elizy Gołębiowskiej, zgłosiła się do pracy misyjnej wśród Unitów na Polesiu, w Diecezji Pińskiej. Przyjęła wschodni obrządek i w 1933 roku, wraz z innymi Siostrami przyjechała do Lubieszowa.
Lubieszów albo Dolsk, stanowił osadę i dobra należące do Książąt Dolskich,  niedaleko granicy Wołynia. Pochodzi z XVII w., tu w Gimnazjum prowadzonym przez Księży Pijarów kształcił się Polski bohater Tadeusz Kościuszko, Na jego cześć nazwano jedną z pobliskich wsi Kościuszkowcami. Od 1756 r., w Lubieszowie istniał klasztor Ojców Kapucynów Prowincji Warszawskiej. Od 1933 roku Ojcowie Kapucyni prowadzili misje wschodniego obrządku. Podczas drugiej wojny świtowej Lubieszów okrył się chwałą męczenników za wiarę katolicką. Stali się oni największą chlubą miasta.
W Lubieszowie Siostra Jadwiga, jako przełożona domu, wykazała wielkie zdolności organizacyjne i niespożytą energię. Rozbudowała dom mieszkalny dla Sióstr i założyła gospodarstwo. Siostry utrzymywały się z pracy na polu i z gospodarstwa. „Siostra Przełożona jest bardzo pracowitą. Krząta się przy garnkach, gotuje obiad”, czytamy w Kronice Domu. 
O poczuciu odpowiedzialności, jako przełożonej domu świadczy fragment Jej listu z 1935 roku. Pisała: „Wiele mi dał Pan, bo to wszystko Jego. Jestem niczym i nic nie posiadam. Jakie to dziwne – nic nie posiadająca i sama błądząca wysłuchuje i musi uczyć lepszych od siebie”.
Siostra Jadwiga przyjęła pod opiekę 15 dziewczynek w wieku od 4-12 lat, był to Sierociniec dla dzieci unickich. Sama pełniła obowiązki kierowniczki. Darzyła Siostry i dzieci matczyną opieką, mimo swego gwałtownego charakteru, którego była świadoma i nad którym starała się nieustannie pracować. „Lecz taką naturę dał mi Pan i to jest naprawdę moja pokuta do śmierci”, pisała w liście, w 1935 roku.
Często za odruchy niecierpliwości przepraszała Siostry. Upokarzała się, a za sprawione przykrości wynagradzała. Cytuję: „Od tamtego pamiętnego dnia modlę się codziennie, by choć modlitwą w części wynagrodzić uczynioną krzywdę. Jeszcze raz proszę o przebaczenie” (List z dn. 09.01.1936 r).
Życie domowej wspólnoty w Lubieszowie obrazuje wyjęty fragment z „Kroniki Domu w Lubieszowie i Uhryniczach”, pisany przez Siostrę Różę Kraciuk. Oto jego treść: „Wszystko na stojąco, tylko rozmyślanie siedząc. Każda modlitwa w języku słowiańskim. Rozmyślanie czytała Siostra Przełożona po polsku. (...)  Po wszystkich modlitwach udajemy się na Mszę św., do klasztoru OO. Kapucynów, odległego od naszego domu o 5 minut drogi. Msza św. wschodniego obrządku, nawet cicha, trwa nie krócej jak godzinę. (...) Wracamy do domu. Zastajemy już posprzątane we wszystkich pokojach. Ta Siostra, która została z dziećmi już zdążyła zrobić wszędzie porządek. (...) Przy stole całkowite milczenie. Siostra Przełożona nam podawała posiłek, chociaż naprawdę była chora i sama nic innego, tylko to samo jadła. Po śniadaniu każda z Sióstr udaje się do pracy. (...) O godzinie 1-wszej dzwonek na obiad. Zaczyna się modlitwa przed posiłkiem, czytanie po polsku naszych Konstytucji i wspólna rekreacja. Wszystko tchnie miłością Bożą. Po rekreacji, ćwiczenia popołudniowe. W Kaplicy naszej nie było żadnego klęcznika. Każda z nas nie wyłączając Siostry Przełożonej miała swój stołeczek”.
Nieco dalej widnieją słowa: „Siostra Przełożona na każdym kroku dawała nam z siebie wzór, ale też wymagała posłuszeństwa, zachowania obserwancji zakonnej. Która z Sióstr wychodziła z domu miała obowiązek przyjść do Siostry Przełożonej i poprosić o Błogosławieństwo”.
(cdn)

S. Teresa Jakoniuk

09:05, kovaliv
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 06 marca 2006
Z ks. Janem Ziają i Św. Matką Ledóchowską na Polesiu

Z KS. JANEM ZIEJĄ

I ŚW. MATKĄ LEDÓCHOWSKĄ

NA POLESIU

Serdecznie dzięki S. Janinie Sabat USJK za artykuł nt. św. Urszuli Ledóchowskiej i ks. Jana Zieji.
Urodziłem się w rocznicę jej śmierci, 29 maja, w którą to obecnie obchodzi się jej wspomnienie liturgiczne. Ponadto z mojej rodzinnej parafii, Poronina, wywodzi się s. Majerczyk, jedna z sióstr ze zgromadzenia urszulanek szarych, która pracowała m.in. w Finlandii.
Jeśli chodzi o ks. Jana Zieję, to opowiadał on o swojej pracy z matką Ledóchowską na Polesiu dla redaktora Jacka Moskwy – co zostało opublikowane swego czasu w krakowskim „Znaku” – zob.: ZIEJA Jan ks., Z matką Ledóchowską na Polesiu [Z księdzem Janem Zieją rozmawia Jacek Moskwa (2)] „Znak” nr 8-9 (387-388), s. 3-12; Modlitwa „Znak” nr 8-9(387-388), s. 221-222 – i osobnej książce: "Życie Ewangelią". Z ks. Janem Zieją rozmawia Jacek Moskwa. Editions du dialogue. Paris 1991.
Ponadto warto przeczytać inne artykuły ks. Jan Ziaji. Choćby te w „Znaku” – zob.:
ZIEJA Jan ks., „Królestwo moje nie jest z tego świata...” [Z ks. Bronisławem Bozowskim rozmawia ks. Jan Zieja] 5(444), s. 132-134.
ZIEJA Jan ks., „Królestwo moje nie jest z tego świata...” [Z ks. Bronisławem Bozowskim rozmawia ks. Jan Zieja] 5(444), s. 132-134.
ZIEJA Jan ks., Ewangelia na nowo odczytana 6(96), s. 821-832.
ZIEJA Jan ks., O pojednaniu się z Bogiem 5(263), s. 760-763.
ZIEJA Jan ks., Wobec wojny [Z ks. Janem Zieją rozmawia Jacek Moskwa] 5-6(396-397), s. 160-173.
ZIEJA Jan ks., Zmarł Jerzy Zawieyski 6(180), s. 682-683.
ZIEJA Jan ks., Życie z Ewangelią [Z księdzem Janem Zieją rozmawia Jacek Moskwa] 6(379), s. 91-114.

 
ks. Witold Józef Kowalów


Ostróg nad Horyniem, 6 marca 2006 roku

21:58, kovaliv
Link Komentarze (1) »
Ewangeliczna współpraca

http://www.niedziela.pl/artykul.php?id=114164442400001001002

Ewangeliczna współpraca

Św. Urszula Ledóchowska

i ks. Jan Zieja

S. Janina Sabat USJK

Wysłuchaj artykuł

Ks. Jan Zieja z dziećmi na Polesiu Archiwum

Ks. Jan Zieja z dziećmi na Polesiu

Archiwum

Nicią przewodnią współpracy św. Urszuli Ledóchowskiej z ks. Janem Zieją na Polesiu była ewangeliczna troska o maluczkich. Dobroć i ofiarność bez granic tych dwojga ludzi spotkały się na jednej drodze. W swoich poglądach na metodę pracy apostolskiej doskonale się rozumieli.

Misje na Polesiu

W 1931 r. ks. Jan Zieja, który pracował z bp. Zygmuntem Łozińskim w Pińsku, polecał trosce i modlitwie św. Urszuli Ledóchowskiej, założycielki Zgromadzenia Sióstr Urszulanek Serca Jezusa Konającego, sprawę stworzenia na Kresach Instytutu Katechetyczno-Misyjnego.
Św. Urszula zaś już w 1927 r. w Kaliszu mówiła: „Kresy trzeba ratować! (…) Powoli obsadzać Kresy skromnymi placówkami (…) otwierać ochronki, obejmować etaty nauczycielskie, przejąć opiekę nad chorymi, a przy tym czuwać nad zachowaniem naszej świętej wiary”.
Ks. Zieja znał doskonale sytuację na Polesiu, gdyż był proboszczem w Łahiszynie, profesorem w Seminarium Duchownym w Pińsku, dyrektorem diecezjalnym Akcji Katolickiej, animatorem akcji charytatywnych Caritas w parafiach i diecezji.
Dlatego pisał do św. Urszuli z całym przekonaniem: „Sytuacja na Polesiu jest jasna: jak najwięcej przedszkoli, jak najwięcej sióstr pielęgniarek-higienistek dla chorych, jak najwięcej opieki nad młodzieżą pozaszkolną (wprowadzanie jej w pełne życie katolickie i umożliwianie jej osiągania sprawności zawodowych w gospodarstwie domowym i rolnym, w rzemiośle i handlu). No – i jak najwięcej kapłanów świętych i gorliwych…”.

Urszulańskie placówki

Jednak nie od razu św. Urszula Ledóchowska mogła zadośćuczynić prośbie bp. Zygmunta Łozińskiego. Dopiero w 1933 r. w Horodcu powstała pierwsza placówka urszulańska, gdzie już po kilku miesiącach siostry otworzyły przedszkole i szwalnię dla dziewcząt. Roztoczono opiekę nad chorymi w miasteczku i okolicy. Z czasem powstawały małe placówki apostolskie w najbardziej zaniedbanych zakątkach Polesia. Do 1939 r. powstały trzy centra szarourszulańskiej pracy: w powiecie kobryńskim, janowskim i pińskim.
Ks. Zieja natychmiast zadeklarował wszelką pomoc, a nawet przeniesienie się do Horodca: „Choćbym do Horodca przenieść się nie mógł, to o specjalne zlecenie mi przez Księdza Biskupa tych planów misyjnych poproszę” – pisał do św. Urszuli w listopadzie 1934 r.
Matka Andrzeja Górska wspomina tamtą rzeczywistość: „Ksiądz Zieja dojeżdżał kolejno do wszystkich tych małych placówek z posługą kapłańską, z której korzystały nie tylko siostry, ale i okoliczna ludność przybywająca nieraz z odległych stron”.
W lipcu 1937 r. powstał większy ośrodek urszulański w Mołodowie, a ks. Zieja został kapelanem sióstr i duszpasterzem dla okolicznej ludności, gdzie w promieniu ponad 20 km nie było kościoła.

Zaufanie Poleszuków

Praca duszpasterska nie należała do łatwych. Trudno było pozyskać zaufanie Poleszuków. Matka Urszula zdawała sobie sprawę, że na tak trudnych placówkach potrzebne są osoby wykształcone, o czym pisała: „Zwracam uwagę na to, żeby na takie placówki wysyłać siostry z uniwersyteckim wykształceniem (…) w pracy misyjnej potrzebne są osoby wykształcone, dobrze wychowane, które by się w potrzebach ludności orientowały i potrafiły nią pokierować”.
Zarówno św. Urszula jak i ks. Zieja, znając tamtą rzeczywistość, umieli dotrzeć do serc ludzi. Nie było „nawracania” prawosławnych na katolicyzm, ale prawdziwa służba, czynienie miłosierdzia względem chorych i najuboższych, udział w szerzeniu oświaty w okolicznych wsiach i miasteczkach.
W Mołodowie ks. Zieja założył Niedzielny Uniwersytet Ludowy, który stawiał sobie za cel szerzenie rzetelnej oświaty, budzenie samodzielnego myślenia i zapału do pracy społecznej. Po każdym wykładzie następowała dyskusja. Wykładowcami byli: ks. Jan Zieja, s. Franciszka Popiel, s. Andrzeja Górska. Dla młodzieży powstało gimnazjum.
Rozwinął też działalność wśród ludności różnych wyznań – katolików, prawosławnych, baptystów, szanując i wyznanie ludności, i narodowość – Polaków, Białorusinów, Ukraińców, Żydów.

Droga do świętości

Matka Urszula często odwiedzała swoje siostry na Polesiu, dzieliła z nimi troski i radości trudnego apostołowania. Z ks. Zieją doskonale się rozumieli. W Kronice Zgromadzenia Matka odnotowała swoje spotkania i rozmowy, i wielkie dla niego uznanie: „Był ksiądz Zieja. Będzie naszym misjonarzem poleskim – bardzo dobry i święty”; „Z księdzem Zieją długo rozmawiałam o naszej pracy”; „(...) Ksiądz Zieja idealny!”.
W październiku 1936 r. jechała do Lubcza z trudną myślą o konieczności opuszczenia tej placówki, ale wszystko potoczyło się inaczej: „Ksiądz Zieja celebruje i ludzi, szczególnie mężczyzn, pełno – aż w sionce, aż na schodach. Pan Jezus chce nas chyba tu mieć (…). Ludzi pełno – bardzo ładnie ksiądz Zieja przemówił”.
W maju 1938 r. (zaledwie rok przed swoją śmiercią), odwiedzając siostry w Mołodowie, św. Urszula zapisała: „Ksiądz Zieja to szaleniec Boży! Cudownie pracuje – tylko trzeba go powstrzymywać, by się nie zamęczył”. Polesie było szczególnie bliskie zarówno św. Urszuli, jak i ks. Ziei.
Mimo podeszłego wieku snuła plany dotyczące otwarcia w Janowie Poleskim miejsca kultu św. Andrzeja Boboli. Pragnęła, by w miejscu śmierci Świętego, którego kanonizację przeżyła w Rzymie, razem z ukochanymi Poleszukami, mógł powstać dom pielgrzyma i kościół, by cała Polska przychodziła tam modlić się o zjednoczenie chrześcijan.
Już we wrześniu 1938 r. Zgromadzenie rozpoczęło pracę w Janowie, gdzie Matka zakupiła mały domek i plac, z myślą o szerzeniu kultu patrona Polesia – św. Andrzeja Boboli.
Sam ks. Zieja z całą prostotą i otwartością powierzał Matce Urszuli swoje troski, polecał się modlitwom i podziwiał jej dobroć i świętość: „Żebyśmy to umieli nauczyć się od Matki Jej dobroci i tego «krzyżowania się piórem». Ciągle tylko tego pragnę i nadziei nie tracę, ale ani dnia jednego przeżyć nie mogę tak po «matczynemu»”.
Ostatni list ks. Zieja napisał 23 marca 1939 r., na dwa miesiące przed śmiercią św. Urszuli, polecając jej wstawiennictwu w Rzymie ważną troskę dotyczącą duszpasterstwa w Mołodowie: „Cieszę się, że Matka najpierw prywatnie zbada sytuację w Rzymie (…) Ręce Matczyne – jeśli wolno – całuję”.
Droga do świętości Matki Urszuli wiodła do Rzymu, gdzie 29 maja 1939 r. Pan Bóg powołał ją do wieczności. Ks. Zieja był jednym z pierwszych świadków w procesie beatyfikacyjnym św. Urszuli Ledóchowskiej. Sam odszedł do Pana 19 października 1991 r. w Warszawie w Szarym Domu, który wybudowała św. Urszula dla studentek. Przed śmiercią najczęściej powtarzał: „Idziemy do Boga!”. Dzisiaj wie już z pewnością, jakie wstawiennictwo św. Urszula pozostawiła w Rzymie.

Strona internetowa poświęcona ks. Janowi Ziei  www.zieja.ovh.org

21:48, kovaliv
Link Dodaj komentarz »
Poszukiwania

Poszukiwania

Poszukuję następującego artykułu:

Husarski W. Kościół oo.pijarów w Lubieszowie. – Południe, 1922, nr 4, s. 24–35.

ks. Witold Józef Kowalów

kovaliv@ostroh.uar.net

21:09, kovaliv
Link Dodaj komentarz »
Kim był Tadeusz Kościuszko?

Kim był Tadeusz Kościuszko?

http://www.nowytarg.pl/dane.php?id=42&page=30

Wystąpienie Burmistrza Nowego Targu na uroczystościach nadania imienia Tadeusza Kościuszki dla Gimnazjum nr 1 w dniu 22.09.2004 r.

„Niech nie mówi Europa:
”Polak prędki jest do zapalenia, prędszy do zrażenia się.”
Niech raczej powiedzą narody :
„Polacy mężni są w przedsięwzięciu, nieustraszeni w przygodach, stali w dokonaniu.
Jest czas, w którym trzeba poświęcić wiele, żeby wszystko ocalić, w którym chwilę cierpieć należy, żeby trwale być potem szczęśliwym.
Na głos Ojczyzny wszelkie zastanowienia, wszelkie względy niknąć powinny.”

Tadeusz Kościuszko, 1794 r.

Szanowna Pani Dyrektor,
Szanowne Grono Pedagogiczne i Rodzice,
Szanowni Goście
Droga Młodzieży!

Spotkaliśmy się dzisiaj na szczególnej uroczystości. Gimnazjum nr 1 otrzymuje imię wielkiego Polaka Tadeusza Kościuszki oraz sztandar.

Kim był Tadeusz Kościuszko? Trudno odpowiedzieć kilkoma zdaniami bo jego życie i działalność była bardzo bogata. Urodzony na Polesiu w rodzinie szlacheckiej uczył się najpierw u Pijarów w Lubieszowie a później w Szkole Rycerskiej. Jako stypendysta królewski studiował w Akademii Malarstwa i Rzeźby, a następnie uczył się sztuki fortyfikacji. Przez Saksonię i Paryż wyjechał do Filadelfi w 1776 roku. Karierę w Ameryce zaczął od funkcji inżyniera wojskowego. Szczególnie odznaczył się przy oblężeniu Saratogi i obwarowaniach West Point. W 1780 roku został głównym inżynierem armii południowej a w 1783 roku generałem brygady otrzymując honorowe obywatelstwo Stanów Zjednoczonych Ameryki.

Po powrocie do kraju podjął służbę wojskową. Odznaczył się w niej w bitwie pod Zieleńcami oraz pod Dubienką. 24 II 1794 roku ogłosił w Krakowie Akt powstania składając uroczystą przysięgę na Krakowskim Rynku. Jako Naczelnik Powstania odniósł zwycięstwo pod Racławicami a w obozie pod Połańcem podpisał uniwersał połaniecki. Ciężko ranny w bitwie pod Maciejowicami dostał się do niewoli rosyjskiej i osadzony był w twierdzy Pietropawłowskiej. Po uwolnieniu wyjechał ponownie poprzez Szwecję i Anglię do Ameryki a następnie do Francji osiadając wreszcie w Szwajcarii gdzie zmarł w 1817 roku.

Co spowodowało, że pomimo upływu prawie dwóch wieków jego postać nie została zapomniana a Gimnazjum nr 1 kontynuując tradycję Szkoły Podstawowej nr 1 obiera go na swojego patrona?

Powody wynikają nie tylko z jego udziału w wojnach i przewodzenia powstaniu ale przede wszystkim z cech jego charakteru o których generał Nathaniel Green napisał:
„ Między najużyteczniejszymi i najmilszymi z mych towarzyszy broni był pułkownik Kościuszko. Nie możne nic prześcignąć jego zapału do służby publicznej ani też nic nie może być użyteczniejszym nad jego uwagę, czynność i przemyślność. Był zawsze chętnym i zdolnym współpracownikiem. Jednym z tych , słowem kogo ani przyjemność nie może uwieść, ani praca znużyć ani niebezpieczeństwo odstraszyć. Co zaś go wielce wyróżniało obok tego, to niezrównana skromność i zupełna nieświadomość tego, iż dokonał czegoś nadzwyczajnego. Nigdy nie miał on roszczeń lub pretensji dotyczących jego osoby, a nigdy nie ominął sposobności wyróżnienia i podniesienia zasług innych”

Są to względy najważniejsze i wartości które nie uległy degradacji w dzisiejszym świecie. Tak jak wyraził to poeta Alojzy Felinski w wierszu „ Pochwała Kościuszki” napisanym jeszcze w 1792 roku:

„Kościuszku! Twoja skromność nie dba o pochwały,
Równie, jak mężne serce, umysł masz wspaniały.
Wielki przez rozum, cnoty i waleczne sprawy,
Nikt więcej nie miał prawa nad ciebie do sławy.
Kościuszku! Jakikolwiek Bóg nam los przeznaczy,
Nie chciejmy się nikczemnej poddawać rozpaczy .
Szczęście krain od cnoty mieszkańców zależy.
Można jeszcze mieć ufność w rosnącej młodzieży,
Ty żyjesz jeszcze i słodką cieszymy się nadzieją,
Że pomyślniejsze dla nas chwile zajaśnieją”

Niech słowa te przepojone nadzieją będą mottem dzisiejszej uroczystości stanowiąc wskazanie skierowane przede wszystkim do młodzieży ale i do nas wszystkich.

Dziękując Dyrekcji, Nauczycielom, Rodzicom, Wydziałowi Oświaty i Młodzieży za zorganizowanie dzisiejszej uroczystości oraz za wybór Patrona tak odpowiadającego dzisiejszym czasom i potrzebom życzę aby był on spoiwem łączącym nas wszystkich w wielkim i ważnym dla przyszłości Polski, Podhala i Nowego Targu dziele nauczania i wychowania młodego pokolenia.

Burmistrz

Marek Fryźlewicz

21:00, kovaliv
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 25 grudnia 2005
Ryszard Kapuściński ...o Polesiu i Pińsku

http://serwisy.gazeta.pl/kapuscinski/1,23086,457785.html

Ryszard Kapuściński

...o Polesiu i Pińsku

Na Polesiu nędza była straszna, wprost niewyobrażalna. I nadal jest tam nędza. Możną więc rzec, że korzeniami tkwię w biedzie. Pewnie dlatego zainteresowałem się Trzecim Światem. Potrafiłem go zrozumieć oraz czuć się tam trochę jak u siebie w domu.

Mój dom z dzieciństwa pamiętam jak przez mgłę. Mam teraz jakieś wyobrażenie o nim, bo mi go pokazali, gdy w 1979 r. odwiedziłem Pińsk. Pińsk był małym miasteczkiem, w którym mieszkało niewielu Polaków, więc wszyscy znali się przynajmniej z widzenia. Polacy stanowili ledwie kilka procent mieszkańców Pińska. 10 procent - to byli Białorusini i Litwini, reszta, około 73 procent - Żydzi. Według przedwojennych statystyk Pińsk należał do najbardziej żydowskich miast polskich.

Tamtejsi Polacy stanowili przeważnie - jak byśmy dziś powiedzieli - element napływowy, właściwie bez szans na zapuszczenie korzeni. Jeżeli ktoś zapuścił korzenie w poleskiej ziemi - to szlachta przeważnie z polskim rodowodem lub na tyle spolonizowana, ze uważająca się za Polaków. Owa szlachta poleska nie była za bogata, w porównaniu z ziemiaństwem małopolskim chociażby - wręcz biedna. Bogaci byli Radziwiłłowie, którzy posiadali sporo włości na Polesiu. Ale to już zupełnie inna sfera.

Natomiast tych zwyczajnych, pińskich Polaków należałoby podzielić na trzy kategorie. Pierwszą, najliczniejszą, tworzyli wojskowi. W Pińsku stacjonował 84 pułk piechoty strzelców królewskich. Oprócz piechoty znajdowała się tu rzeczna marynarka wojenna. Gdy we wrześniu 1939 roku na te tereny wkraczała armia radziecka, marynarze wyprowadzili swoje statki na jeziora i zatopili je. Z powodu niskiego stanu wody statki zatopiły się jedynie częściowo. Długo jeszcze żałośnie sterczały ponad lustrem wody. Oprócz wojskowych, liczną grupę Polaków stanowili duchowni. W Pińsku był, oczywiście, kościół katolicki. Miasto znane było poza granicami Polski z silnego ośrodka jezuickiego, najbardziej liczącego się w Europie Wschodniej. Wreszcie trzecia kategoria, chyba najmniej liczna, to nauczyciele. Moi rodzice przynależeli do tej trzeciej kategorii. Nie byli Poleszukami. Matka pochodziła z Krakowskiego, z Bochni, a ojciec - z Kieleckiego.

Po powstaniu II Rzeczypospolitej władze przystąpiły do repolonizacji Polesia. Młodym ludziom, którzy gdzie indziej nie mogli znaleźć zajęcia, oferowano posady na Polesiu, między innymi w szkolnictwie. Mój ojciec przyjechał tam i zapisał się do Seminarium Nauczycielskiego w Prużanach. To seminarium skończył również Piotr Jaroszewicz. Ojciec pracował najpierw w Unieńcu, potem w Pińsku, Przypuszczam, że pracując w Pińsku, poznał moją mamę. Żałuję, że tak mało wiem na ten temat.

Urodziłem się w 1932 r., więc jak wybuchła wojna, miałem zaledwie 7 lat. Potem też nie za bardzo interesowałem się Pińskiem i Polesiem. Jak pani wie, moje zainteresowania odbiegły daleko. Więcej mogę powiedzieć o Afryce, Ameryce Południowej, Bliskim Wschodzie.

W mojej pamięci zachowały się' z tamtych lat jakieś pojedyncze zdarzenia, fragmenty, wrażenia, kolory, blaski. I tak, na przykład, dopiero po latach dowiedziałem się o pożarze w Pińsku w 1935 r. Pożaru nie pamiętam, ale pozostało wrażenie blasku, jakiejś strasznej jasności. Wszystko to jest bardzo literackie, ulotne, lite poparte faktami, konieczną rzetelnością. Nawet nieco późniejsze zdarzenia plączą się i gmatwają.

(Ryszard Kapuściński w rozmowie z Barbarą Hołub, "Przekrój", 24.09.92)

Ryszard Kapuściński

"Gazeta Wyborcza' 18-10-2001

01:50, kovaliv
Link Dodaj komentarz »
sobota, 24 grudnia 2005
Profesor Edward Rühle (1905-1988) - jego związki z Polesiem Wołyńskim

http://www.franko.lviv.ua/faculty/geography/6Lok_res/1Publik/Konferenc/2005/geom/semin/Mojski.pdf

PROFESOR  

EDWARD   RÜHLE  

(1905-1988)

–   JEGO   ZWIĄZKI  

Z   POLESIEM

WOŁYŃSKIM

W 2005 roku mija sto lat od urodzin Edwarda Rühlego, wybitnego polskiego geologa, wieloletniego pracownika, a w latach 1955-1966 dyrektora naczelnego Państwowego Instytutu Geologicznego w Warszawie. Profesor Edward Rühle w 1931 roku uzyskał stopień magistra filozofii w zakresie geologii i geomorfologii na podstawie pracy „Morfologia i geologia wzgórz dorzecza górnej Prypeci” wydanej w 1933 roku. Już cztery lata później opublikował rozprawę „Utwory lodowcowe w zachodniej części Polesia Wołyńskiego”. Na jej podstawie w 1938 roku Edward Rühle doktoryzował się na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. Jego promotorem by Eugeniusz Romer.
Edward Rühle dzia a naukowo na Polesiu Wo y skim. Dla podniesienia stanu rolnictwa i całej gospodarki władze państwowe Rzeczpospolitej Polskiej powołały Biuro Melioracji Polesia. W ramach organizacyjnych tej instytucji powstała grupa specjalistów, której zadaniem było przeprowadzenie badań ogólnoprzyrodniczych, w tym geomorfologicznych i geologicznych, a także sporządzenie odpowiednich map. Kierownikiem tej grupy by Stanisław Lencewicz, profesor geografii Uniwersytetu Warszawskiego. Pracowało w niej kilku specjalistów nauk o Ziemi, m.in. B. Krygowski, M. Prószyński. Opublikowali oni już po 1945 roku wiele cennych publikacji, wtedy też powstała min. wielka monografia botaniczna „Torfowiska Polesia” S. Kulczyńskiego.
Edward Rühle należał do tej grupy. Pracował na Zachodnim Polesiu Wołyńskim. Nieco dalej na południe Jan Samsonowicz prowadził badania terenowe, w wyniku których odkrył nadbużańskie złoża węgla kamiennego. Profesor Rühle podczas tych właśnie badań zdobył wielkie doświadczenie terenowe. Kartował bardzo systematycznie. Wykonane mapy dokładnie redagował. Wszystkie te doświadczenia stały się podstaw do sukcesów, jakie odniósł po 1945 roku w Państwowym Instytucie Geologicznym.
Jednakże największym zainteresowaniem zawodowym Profesor objął utwory trzeciorzędowe i czwartorzędowe. One przecie buduj powierzchni terenu na Polesiu Wołyńskim.
Publikacje, w których E. Rühle przedstawił wyniki swych badań terenowych ukazywały się systematycznie począwszy od 1933 roku. Bibliografia dołączona poniżej zawiera 14 publikacji dotyczących Polesia Wołyńskiego. Ostatnia z nich ukazała się w 1985 roku. Z okazji kolejnej polsko-ukraińskiej konferencji, jaka odbywa się w Szacku koło jeziora Świtaź, może warto na zakończenie wymienić tytuł jednej z nich: „Procesy dynamiczne w zbiornikach jeziornych i charakter ich osadów na przykładzie jeziora Świtaź”. E. Rühle opublikował ją w 1961 roku w redagowanej przez siebie serii „Z badań czwartorzędu w Polsce” Biuletynu Państwowego Instytutu Geologicznego.

Józef Edward Mojski
Instytut Oceanografii Uniwersytetu Gdańskiego
ul. Piłsudskiego 46, 81-378 Gdynia, Polska

Bibliografia prac Edwarda Rühlego dotycząca Polesia

1. Morfologia i geologia wzgórz w dorzeczu górnej Prypeci. Wiadomości Służby Geograficznej,
1933, 7: 362-388.
2. Szkic geologiczny polskiego Polesia. Ziemia 1935, 25: 120-126.
3. Przegląd prac melioracyjnych na Polesiu. Czasopismo Przyrodnicze 1935, 36: 1-3.
4. Jeziora krasowe zachodniej cz ci Polesia Wołyńskiego. Rocznik Wołyński 1935, 4: 210-241.
5. Przemysłowe wykorzystanie materiału geologicznego w półn.-zach. części województwa wołyńskiego. Rocznik Wołyński 1935, 4: 242-256.
6. Ślady dwóch zlodowaceń nad górną Prypecią. Czasopismo Geograficzne 1936,14, 2: 79-82.
7. Utwory lodowcowe zachodniej części Polesia Wołyńskiego. Kosmos A 1936, 62: 81-109.
8. Studium powiatu kowelskiego. Rocznik Wołyński 1937, 5/6: 171-403.
9. Trzeciorzęd północno-zachodniego Wołynia i bazalty w Nicheczówce. Biuletyn Państwowego Instytutu Geologicznego 1937, 18: 90.
10. Kreda i trzeciorzęd zachodniego Polesia. Biuletyn Państwowego Instytutu Geologicznego 1948, 34: 100-106.
11. Procesy dynamiczne w zbiornikach jeziornych i charakter ich osadów na przykładzie jeziora Świtaź. Biuletyn Instytutu Geologicznego 1961, 169: 255-302.
12. Uwagi o zjawiskach krasowych między środkową Wisłą a Bugiem oraz Bugiem i Styrem. Studia „Societatis Scientiarum Torunensis” C 1976, 8: 257-277.
13. Rühle E., Karaszewski W. Występowanie osadów interglacjalnych we wschodniej części województw bielsko-podlaskiego i chełmskiego oraz przyległej części Polesia. Przegląd Geograficzny 1976, 48, 2: 263-271.
14. Poszukiwania bursztynu w utworach paleogeńskich dorzecza Prypeci i na półwyspie Sambii. Technika Poszukiwań Geologicznych 1985, 24, 2: 30-33.

21:51, kovaliv
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3